I w końcu trzecia część trylogii "Ostatnie imperium" Brandona Sandersona... Moment niesamowity, ale zarazem bardzo przykry. Tak się wciągnęłam w cały ten świat mgieł i popiołu, że teraz, po przeczytaniu, czuję się okropnie zagubiona. I w szoku! Bo cała akcja "Bohatera Wieków" mnie szalenie zaskoczyła. Ale po kolei...
Czym tak właściwie jest ten ostatni tom, "Bohater Wieków"?
Jest opowieścią o końcu świata.
Pod koniec "Studni Wstąpienia" Vin wypuściła z więzienia Zniszczenie, pradawną moc, cząstkę boga, która (jak wskazuje jej nazwa) dąży do zniszczenia wszystkiego. I kiedy zaczynamy ten tom, wszystko stopniowo idzie ku gorszemu.
Tyle postaci umarło... Dox, Clubs, Tindwyl... popioły spadają coraz mocniej, mgły pozostają coraz dłużej. Ludzie umierają w biały dzień. Wszystko o czym wiedzieli nasi bohaterowie, było kłamstwem. Wszystko, co robili dla dobra ludzkości, działało na ich niekorzyść.
Chyba taki właśnie mógłby być koniec świata.
A czy da się temu zapobiec? Vin i Elend wierzą, że tak. Planują, poszukują wskazówek od Ostatniego Imperatora, starają się zdobyć nowe miasta wraz z kolejnymi poplecznikami. Ale wszystko idzie jak po grudzie. Ta prawdziwość i brak cukierkowości w przebiegu akcji szczerze mnie urzekła! I co jest szczerze dołujące, nasz mądry Sazed stracił wiarę. Ten jeden, który zawsze był ostoją wszystkich innych. Smutne.
Żeby nie było, mamy też skrawek pozytywnych aspektów w książce - miłość Vin i Elenda. Gdyby każde małżeństwo tak się dogadywało... Aż miło się o tym czytało! Zaufanie względem siebie, swoich uczynków, nadrzędności działań. Piękne.
Ważną postacią w tym tomie jest też Spook. Przez ciągłe rozjarzanie cyny stał się innym człowiekiem. I z całego serca chce pokazać swoją wartość. Czy mu się to uda? Przeczytajcie, a sami się przekonacie.
Co jest też tak inne w "Bohaterze Wieków", to typowe cytaty przed każdym rozdziałem. Tym razem opowiadają one o relacji z przedstawianych zdarzeń z perspektywy kogoś, kto już to przeżył... Nie dosyć, że wyjaśnia nam to kilka ważnych kwestii, to daje nadzieję, że ktoś jednak przeżyje te wszystkie tragedie... Mi osobiście to nie przeszkadzało, a wręcz poprawiało humor, kiedy smutne momenty akcji mogłyby zbyt mocno przytłoczyć. Rozjaśnia to też nieco wiedzę ogólną na temat mocy i bóstw w całym cosmere, co przyda się i przy innych książkach Sandersona.
W ogólnym rozrachunku jestem szczerze zachwycona tą serią! Na pewno kiedyś do niej wrócę, a bohaterowie Ostatniego Imperium na zawsze pozostaną w moich wspomnieniach. Mam też nadzieję, że chociaż kogoś do niej przekonałam.
Kłaniam się,
Zaczytany intrOwertyk
Czym tak właściwie jest ten ostatni tom, "Bohater Wieków"?
Jest opowieścią o końcu świata.
Pod koniec "Studni Wstąpienia" Vin wypuściła z więzienia Zniszczenie, pradawną moc, cząstkę boga, która (jak wskazuje jej nazwa) dąży do zniszczenia wszystkiego. I kiedy zaczynamy ten tom, wszystko stopniowo idzie ku gorszemu.
Tyle postaci umarło... Dox, Clubs, Tindwyl... popioły spadają coraz mocniej, mgły pozostają coraz dłużej. Ludzie umierają w biały dzień. Wszystko o czym wiedzieli nasi bohaterowie, było kłamstwem. Wszystko, co robili dla dobra ludzkości, działało na ich niekorzyść.
Chyba taki właśnie mógłby być koniec świata.
A czy da się temu zapobiec? Vin i Elend wierzą, że tak. Planują, poszukują wskazówek od Ostatniego Imperatora, starają się zdobyć nowe miasta wraz z kolejnymi poplecznikami. Ale wszystko idzie jak po grudzie. Ta prawdziwość i brak cukierkowości w przebiegu akcji szczerze mnie urzekła! I co jest szczerze dołujące, nasz mądry Sazed stracił wiarę. Ten jeden, który zawsze był ostoją wszystkich innych. Smutne.
Żeby nie było, mamy też skrawek pozytywnych aspektów w książce - miłość Vin i Elenda. Gdyby każde małżeństwo tak się dogadywało... Aż miło się o tym czytało! Zaufanie względem siebie, swoich uczynków, nadrzędności działań. Piękne.
Ważną postacią w tym tomie jest też Spook. Przez ciągłe rozjarzanie cyny stał się innym człowiekiem. I z całego serca chce pokazać swoją wartość. Czy mu się to uda? Przeczytajcie, a sami się przekonacie.
Co jest też tak inne w "Bohaterze Wieków", to typowe cytaty przed każdym rozdziałem. Tym razem opowiadają one o relacji z przedstawianych zdarzeń z perspektywy kogoś, kto już to przeżył... Nie dosyć, że wyjaśnia nam to kilka ważnych kwestii, to daje nadzieję, że ktoś jednak przeżyje te wszystkie tragedie... Mi osobiście to nie przeszkadzało, a wręcz poprawiało humor, kiedy smutne momenty akcji mogłyby zbyt mocno przytłoczyć. Rozjaśnia to też nieco wiedzę ogólną na temat mocy i bóstw w całym cosmere, co przyda się i przy innych książkach Sandersona.
W ogólnym rozrachunku jestem szczerze zachwycona tą serią! Na pewno kiedyś do niej wrócę, a bohaterowie Ostatniego Imperium na zawsze pozostaną w moich wspomnieniach. Mam też nadzieję, że chociaż kogoś do niej przekonałam.
Kłaniam się,
Zaczytany intrOwertyk

Komentarze
Prześlij komentarz