Po opisie drugiego tomu trylogii "Ostatnie Imperium" przyszła pora na moje wrażenia (zawierające liczne spoilery, także jeśli ktoś nie czytał "Studni Wstąpienia", proszę nie czytać dalej tego postu).
Co podobało mi się w "Studni Wstąpienia"? Jej prawdziwość. Bo często czyta się w książkach o wielkich rewolucjach i zwycięstwach, ale często na tym momencie wszystko się kończy. Zdanie "i żyli długo i szczęśliwie" pobrzmiewa niemo... Ale wiadomo, w życiu rzadko kiedy tak jest.
Spotykamy się z bohaterami "Z Mgły Zrodzonego" na rok po zakończeniu tamtej akcji. Na rok po obaleniu Ostatniego Imperatora. I nagle pojawiają się same problemy:
- nadchodzi armia Straffa Venture i chce odebrać miasto Elendowi, swojemu synowi
- po niej nadchodzi armia Cetta, który także chce zapanować nad stolicą
- zbliża się armia kolossów, które w swoim szaleńczym gniewie zabijają każdego na swojej drodze
- nadchodzi zima i ludność zaczyna marznąć
- zaczyna brakować zapasów + ktoś truje studnie z wodą
Chaos. Rodzi się chaos.
A przecież obalenie Ostatniego Imperatora miało przynieść wszystkim lepsze życie.
Ale tak się nie stało.
Taka koncepcja niezwykle mi się podoba!
Do tego relacja Vin i Elenda... On się jej oświadczył, a ona jest niepewna. Źródło tego tkwi w braku wiary w siebie i swoją pozycję w świecie. Jak się okazuje, problem ten dotyczy i Vin i Elenda. Pojawienie się Zane'a tylko wszystko komplikuje. Tutaj muszę napisać, że jego wpływ na Vin mnie denerwował. Aż sama zaczynałam się zastanawiać, czy może nie ma racji...?
Okropność!
Pojawienie się postaci Tindwyl jakoś to wszystko równoważy. Terrisanka jest motorem zmian ich osobowości. Mamy okazję oglądać przemianę Elenda, z młodzika, filozofa, idealisty... w króla. W mężczyznę.
Między rozdziałami zawsze znajdują się cytaty z ksiąg, które bohaterowie mają lub dopiero znajdą. W "Studni Wstąpienia" mamy okazję czytać wyznanie Kwaana, który przyznaje się do swojej porażki. Do ogromnej pomyłki. Ogłoszenie Bohatera Wieków nie powinno się zdarzyć. Coś jest bardzo nie tak...
Badania Sazeda i Tindwyl są bardzo intrygujące, cały czas czekałam, aż na coś wpadną, aż jakaś ogromna tajemnica się rozwiążę...
Kto by pomyślał, że to wszystko było manipulacją. Że to wszystko było jednym wielkim kłamstwem.
Chcieli dobrze, a sprawili, że było jeszcze gorzej.
Bardzo mi się to podobało. A Wam?
Co podobało mi się w "Studni Wstąpienia"? Jej prawdziwość. Bo często czyta się w książkach o wielkich rewolucjach i zwycięstwach, ale często na tym momencie wszystko się kończy. Zdanie "i żyli długo i szczęśliwie" pobrzmiewa niemo... Ale wiadomo, w życiu rzadko kiedy tak jest.
Spotykamy się z bohaterami "Z Mgły Zrodzonego" na rok po zakończeniu tamtej akcji. Na rok po obaleniu Ostatniego Imperatora. I nagle pojawiają się same problemy:
- nadchodzi armia Straffa Venture i chce odebrać miasto Elendowi, swojemu synowi
- po niej nadchodzi armia Cetta, który także chce zapanować nad stolicą
- zbliża się armia kolossów, które w swoim szaleńczym gniewie zabijają każdego na swojej drodze
- nadchodzi zima i ludność zaczyna marznąć
- zaczyna brakować zapasów + ktoś truje studnie z wodą
Chaos. Rodzi się chaos.
A przecież obalenie Ostatniego Imperatora miało przynieść wszystkim lepsze życie.
Ale tak się nie stało.
Taka koncepcja niezwykle mi się podoba!
Do tego relacja Vin i Elenda... On się jej oświadczył, a ona jest niepewna. Źródło tego tkwi w braku wiary w siebie i swoją pozycję w świecie. Jak się okazuje, problem ten dotyczy i Vin i Elenda. Pojawienie się Zane'a tylko wszystko komplikuje. Tutaj muszę napisać, że jego wpływ na Vin mnie denerwował. Aż sama zaczynałam się zastanawiać, czy może nie ma racji...?
Okropność!
Pojawienie się postaci Tindwyl jakoś to wszystko równoważy. Terrisanka jest motorem zmian ich osobowości. Mamy okazję oglądać przemianę Elenda, z młodzika, filozofa, idealisty... w króla. W mężczyznę.
Między rozdziałami zawsze znajdują się cytaty z ksiąg, które bohaterowie mają lub dopiero znajdą. W "Studni Wstąpienia" mamy okazję czytać wyznanie Kwaana, który przyznaje się do swojej porażki. Do ogromnej pomyłki. Ogłoszenie Bohatera Wieków nie powinno się zdarzyć. Coś jest bardzo nie tak...
Badania Sazeda i Tindwyl są bardzo intrygujące, cały czas czekałam, aż na coś wpadną, aż jakaś ogromna tajemnica się rozwiążę...
Kto by pomyślał, że to wszystko było manipulacją. Że to wszystko było jednym wielkim kłamstwem.
Chcieli dobrze, a sprawili, że było jeszcze gorzej.
Bardzo mi się to podobało. A Wam?

Komentarze
Prześlij komentarz