Tym razem postanowiłam napisać parę słów o innym autorze... I to polskim! Chyba jakieś dwa lata temu wpadła mi w ręce "Szeptucha" i od razu pokochałam tę pisarkę. Mowa oczywiście o Katarzynie Berenice Miszczuk. Jestem ogromną fanką serii "Kwiat Paproci", równie mocno zauroczył mnie też cykl "Wiktoria Biankowska" o aniołach, diabłach i nie tylko.
W chwili obecnej oczekujemy na wyjście ostatniego tomu Kwiatu Paproci - "Przesilenia" (premiera w Empiku 9.05.2018r., na facebooku autorki znaleźć można już okładkę), dlatego chciałabym opisać moje wrażenia względem poprzednich trzech części.
Od samego początku, gdy "Szeptucha" trafiła w moje ręce, spodobała mi się koncepcja słowiańskiej Polski. Bo o co tutaj chodzi? Mieszko I nie przyjął w 966 roku chrztu. Akcja dzieje się już w czasach współczesnych, ale ludzie nadal wierzą w dawnych słowiańskich bogów. A przynajmniej większość z nich. Gdyż nasza główna bohaterka, Gosława, jest ateistką. Skończyła właśnie studia medyczne i pozostały jej do odbycia tylko praktyki u szeptuchy (takiej jakby znachorki). Gosia nie jest z tego powodu zbyt szczęśliwa, gdyż uważa pracę szeptuch za zabobon, coś znacznie gorszego niż praca lekarza. Ale mus to mus...
I tym sposobem Gosia trafia do rodzinnej miejscowości swojej matki - Bielin, gdzie ma odbyć nauki u tamtejszej Baby Jagi (czyli szeptuchy Jarogniewy). Już na wejściu spotyka przystojnego Mieszka, o którym zaraz chce się czytać więcej. Postawny blondyn o chłodnym, błękitnym spojrzeniu... ach 🎔 Ale wracając do fabuły - choć nie chcę zdradzać zbyt wiele - akcja rozkręca się coraz bardziej, zawierając wiele zabawnych momentów, by w końcu okazało się, że może jednak warto było wierzyć i bardziej interesować się światem słowiańskich bogów i demonów. Przynajmniej Gosia na tej wiedzy lepiej by wyszła.
Osobiście, nie mogłam się oderwać od żadnego z czytanych tomów "Kwiatu Paproci". Kiedy w pierwszej części Gosia dowiedziała się prawdy o, nazwijmy to, otaczającym ją świecie, sama byłam w ogromnym szoku! Potem, gdy zagłębiała się w te wszystkie niesamowitości, ściskałam mocno książkę, nie mogąc się doczekać każdego kolejnego skrawka informacji. I tego, jak wszystko potoczy się między nią a Mieszkiem. Mieszko, ogólnie rzecz ujmując, jest dość mrukliwy i cichy (w czym trochę przypomina introwertyka, co?), co bardzo mi się podobało! Każda z przedstawianych postaci jest bardzo charakterystyczna, inna i razem tworzą bardzo ciekawą kombinacje - zarówno rozmowy Gosi i Mieszka, jak i Mieszka i Baby Jagi są wspaniałe! Pokochałam cały ten świat stworzony przez Katarzynę Berenikę Miszczuk i naprawdę, naprawdę nie mogę się doczekać tego ostatniego tomu! Przyznam się, że pod koniec "Żercy" aż się popłakałam (byłam ówcześnie w tym samym stanie co Gosia) i och jak bardzo chcę wiedzieć, co z tego wszystkiego wyniknie! Bardzo emocjonalnie napisane, ale do takich książek nie umiem nie podchodzić emocjonalnie. Kawał dobrej literatury!
Polecam szczerze,
Zaczytany intrOwertyk
W chwili obecnej oczekujemy na wyjście ostatniego tomu Kwiatu Paproci - "Przesilenia" (premiera w Empiku 9.05.2018r., na facebooku autorki znaleźć można już okładkę), dlatego chciałabym opisać moje wrażenia względem poprzednich trzech części.
Od samego początku, gdy "Szeptucha" trafiła w moje ręce, spodobała mi się koncepcja słowiańskiej Polski. Bo o co tutaj chodzi? Mieszko I nie przyjął w 966 roku chrztu. Akcja dzieje się już w czasach współczesnych, ale ludzie nadal wierzą w dawnych słowiańskich bogów. A przynajmniej większość z nich. Gdyż nasza główna bohaterka, Gosława, jest ateistką. Skończyła właśnie studia medyczne i pozostały jej do odbycia tylko praktyki u szeptuchy (takiej jakby znachorki). Gosia nie jest z tego powodu zbyt szczęśliwa, gdyż uważa pracę szeptuch za zabobon, coś znacznie gorszego niż praca lekarza. Ale mus to mus...
I tym sposobem Gosia trafia do rodzinnej miejscowości swojej matki - Bielin, gdzie ma odbyć nauki u tamtejszej Baby Jagi (czyli szeptuchy Jarogniewy). Już na wejściu spotyka przystojnego Mieszka, o którym zaraz chce się czytać więcej. Postawny blondyn o chłodnym, błękitnym spojrzeniu... ach 🎔 Ale wracając do fabuły - choć nie chcę zdradzać zbyt wiele - akcja rozkręca się coraz bardziej, zawierając wiele zabawnych momentów, by w końcu okazało się, że może jednak warto było wierzyć i bardziej interesować się światem słowiańskich bogów i demonów. Przynajmniej Gosia na tej wiedzy lepiej by wyszła.
Osobiście, nie mogłam się oderwać od żadnego z czytanych tomów "Kwiatu Paproci". Kiedy w pierwszej części Gosia dowiedziała się prawdy o, nazwijmy to, otaczającym ją świecie, sama byłam w ogromnym szoku! Potem, gdy zagłębiała się w te wszystkie niesamowitości, ściskałam mocno książkę, nie mogąc się doczekać każdego kolejnego skrawka informacji. I tego, jak wszystko potoczy się między nią a Mieszkiem. Mieszko, ogólnie rzecz ujmując, jest dość mrukliwy i cichy (w czym trochę przypomina introwertyka, co?), co bardzo mi się podobało! Każda z przedstawianych postaci jest bardzo charakterystyczna, inna i razem tworzą bardzo ciekawą kombinacje - zarówno rozmowy Gosi i Mieszka, jak i Mieszka i Baby Jagi są wspaniałe! Pokochałam cały ten świat stworzony przez Katarzynę Berenikę Miszczuk i naprawdę, naprawdę nie mogę się doczekać tego ostatniego tomu! Przyznam się, że pod koniec "Żercy" aż się popłakałam (byłam ówcześnie w tym samym stanie co Gosia) i och jak bardzo chcę wiedzieć, co z tego wszystkiego wyniknie! Bardzo emocjonalnie napisane, ale do takich książek nie umiem nie podchodzić emocjonalnie. Kawał dobrej literatury!
Polecam szczerze,
Zaczytany intrOwertyk

Komentarze
Prześlij komentarz