Koniec słowiańskich uczt... czyli "Przesilenie" Katarzyny Bereniki Miszczuk

W końcu nadszedł ten moment. Właściwie dość smutny. Przeczytałam ostatni tom serii "Kwiat Paproci" Katarzyny Bereniki Miszczuk pt. "Przesilenie". Nie lubię tego momentu, kiedy kończę definitywnie z czymś, co polubiłam. Czy jest to pojedyncza książka bez kontnuacji, czy wciągająca seria, na której kolejne tomy wyczekiwałam z niecierpliwością. Ale ten moment kiedyś nadchodzi. Ostatnia strona, łezka w oku. Trochę nad treścią, trochę nad tym, że to już koniec.

"Przesilenie" mi się podobało. Miało cały czar słowiańskości, w którym tak zasmakowałam w poprzednich częściach. Były też polubione postacie Gosi, Mieszka, Baby Jagi czy Swarożyca (tak, jego też polubiłam). Jednak muszę powiedzieć, że troszkę się rozczarowałam. Ciężko mi określić dlaczego. Było wszystko to, co tak w tej serii lubię. A wszelkie rewelacje były zaskakujące, zakończenie świetne! Może to wina kaca książkowego, jaki mnie nawiedził po pożarciu "Przesilenia"? Albo tego, że rzuciłam się na niego od razu po zakończeniu "Dawcy Przysięgi II"? Nie dałam sobie czasu na przestawienie się i jakbym czytała lekko przez mgłę. Nic fajnego... Ale wiecie jaka jest na to rada? W niedługim czasie zapewne przeczytam cały "Kwiat Paproci" jeszcze raz, a co!

Po zakończeniu "Żercy" byłam ogromnie ciekawa, czy po dźgnięciu nożem Gosia utrzyma ciążę. I jak tylko dostałam książkę w ręce, na opisie z tyłu książki przeczytałam, że jej ciąża trwa. I powiem Wam, że byłam zła, iż w ten sposób się tego dowiedziałam. Wolałabym na tej pierwszej czy drugiej stronie książki. Za to podobało mi się, jak została opisana ciąża Gosi (te kilka małych smaczków, tych typowych zachowań, które sama pamiętam z doświadczenia) i oczywiście tego, jak Mieszko się względem niej zachowywał. W ogóle Mieszko to chyba moja ulubiona postać. Taki chmurny introwertyk. A kiedy trzeba coś zrobić, marudzi, marudzi, ale daje z siebie wszystko. Tak, znane, to lubiane...

I Swarożyc w tej części był jakby bardziej ludzki, ciekawie mi się czytało wszystkie sceny z jego udziałem. Zdecydowanie płonął najjaśniej wśród grona wszystkich słowiańskich bogów. Dosłowne i w przenośni.

Co do tego, kto jest ojcem Gosi... Spodziewałam się kogo innego, powiem szczerze. Jednak nie celowałam aż tak daleko od prawdy. Cała ta historia z klątwą, młodością mamy Gosi była niesamowicie intrygująca! Ale jak się okazuje, wszystko ma swój cel.

Jestem ogromnie zadowolona, że miałam okazję przeczytać tę serię, dowiedzieć się więcej na temat kultury i mitów słowiańskich. Wszelkie postacie - bogowie, upiry, także opisywane obrzędy - były dla mnie ogromnie ciekawe! Zaczęłam dostrzegać jej elementy w innych rzeczach dookoła mnie (czy to inne książki, filmy, same nazwy biorące się z mitologii słowiańskiej), więc z czystym sercem mogę napisać, że te książki mnie czegoś nauczyły, a nie tylko sprawiły, że bardzo miło spędziłam z nimi czas. Nie mogę się doczekać, co też kolejnego wymyśli Katarzyna Berenika Miszczuk?! Wiem jedno - na pewno będzie to coś świetnego!

Ronię łzę, że to już koniec...
Zaczytany instrOwertyk

Komentarze