Pean na cześć Sandersona vol. 5 - "Dawca Przysięgi II"

Ach! W moich żyłach ekscytacja buzuje niczym Burzowe Światło! Tak, w końcu przeczytałam "Dawcę Przysięgi II" Brandona Sandersona (czyli trzeci tom Archiwum Burzowego Światła). Zajęło mi to trochę czasu, gdyż postanowiłam przeczytać tę książkę tak, jak została napisała. Czyli razem z tomem pierwszym. I myślę, że bardzo dobrze zrobiłam, gdyż wszystkie ważne szczegóły były świeżo w mojej pamięci. I jakie jest moje zdanie?

"Dawca Przysięgi" to kolejna genialna pozycja Sandersona. Opowieść o losach złamanych ludzi, którzy stali się bohaterami ludzkości. A właściwie powinnam napisać dla ludzkości, gdyż nie wszyscy im ufają i wierzą w ich dobre intencje. Ba! Czasem nasi Świetliści Rycerze nie ufają nawet samym sobie.

Główną postacią tej części jet Dalinar Kholin, Czarny Cierń. I to jego przeszłość możemy poznać w pełni. Te fragmenty w drugim tomie są bardziej wstrząsające, ale można się było tego spodziewać, patrząc na wcześniejsze historie Kaladina i Shallan. A Dalinar jest niezwykłym człowiekiem. Wiele jest w nim skrajności. Kiedyś ogromna rządza walki, niezwyciężony generał Rosharu... Dreszcz niemal nigdy go nie opuszczał. Jak się okaże, będzie to bardzo ważna kwestia. Ale, ale... Obecnie Dalinar jest szlachetnym przywódcą, kierującym się dobrem ogółu, Kodeksem i moralnością. Jednak czy człowiek jest w stanie się zmienić, tak naprawdę? Gdy w dodatku to, o czym zapomniał, największe koszmary jego życia nagle powoli zaczynają powracać? 

Cały przebieg fabuły wciąga niesamowicie, czego najlepszym przykładem jest końcowa bitwa (mówiąc tylko o kolejności starć, a nie o głębszych znaczeniach) - jeszcze nigdy nie czytałam tak długiego opisu bitwy, który by w ani jednej sekundzie nie nużył, cały czas trzymając w napięciu! Prawdziwy majstersztyk!
Jestem również zadowolona z ilości przedstawień Kaladina Burzą Błogosławionego 🖤 i tego, jak jego postać się w tym tomie zachowuje. Czyli, jak dla mnie, jest wspaniały jak zawsze! Co więcej, postacie Shallan i Adolina także wiele zyskały, choć przecież wcześniej też ich lubiłam. Sanderson genialnie kreuje postacie. Jest ich w Archiwum Burzowego Światła tak wiele, a właściwie nie wiem czy którąś nie lubię (na moment dzisiejszy).  

Co mogę powiedzieć na koniec, co tak kocham w Archiwum Burzowego Światła... te wszystkie wzniosłe zdania, pełne honoru, które napędzają życie, które pozwalają podnieść się z ziemi i spróbować kolejny raz... Cytaty, przy których ma się aż ciarki na plecach... Te zdania, które stają się ulubionymi cytatami. Sanderson ma do nich talent.  Prawdziwa uczta dla duszy!

Polecam wszystkim fanom fantastyki, bo fanom Sandersona pewnie nie trzeba.
Zaczytany intrOwertyk

Komentarze